niedziela, 30 listopada 2008

przemyślenia po godzinach: vol. 1.

No i minął mi pierwszy tydzień nauczycielowania pełna parą. Robota niewdzięczna, niezbyt dobrze płatna i w ogóle ble. Dostając tę robotę miesiąc temu, dostałem tylko jedną klasę, ale za to z duzą ilością godzin j.angielskiego, bo aż 5 tygodniowo. Jedna klasa, ale ile zmartwień? 2L, bo o niej mowa, jest klasą o profilu geograficzno-turystycznym. No i za grosz talentu do angielskiego. Za to talent to do wykorzystywania każdego momentu mojej nieuwagi. Te zajęcia przypominają bardziej użeranie się, aniżeli faktyczne zajęcia, ale mimo wszystko lubie te dzieciaki (mimo, że mentalnie są ciągle w gimnazjum). To pierwsza klasa jaką dostałem i jakiś sentyment zawsze będzie. Czasem tylko zastanawiam się, czy faktycznie uda mi się zmotywować ich na tyle, by ten angol nie był luzackim przerywnikiem między fizyka czy inszą geografią. Przemawia przeze mnie idealizm, ale nic na to nie poradzę. Mam nadzieje, ze z czasem dojdę do wprawy ze wszystkim. Hopefully.

Praca z jedną klasą byłaby zbyt dużą sielanką. W poniedziałek rano obudził mnie telefon od dyrektora, który oznajmił, że jedna z anglistek naszego LO wylądowała w szpitalu i że właśnie na moich barkach spoczywa odpowiedzialność za klasy, które zostawiła. Z jednej strony to fajnie, bo szybciej przyzwyczaje sie do pracy na pełnych obrotach, a z drugiej niefajnie, bo to ponad 100 nowych twarzy/nazwisk do zapamiętania. No i te obawy, z kim przyjdzie mi pracować. Czy te dzieciaki będą równie "urocze" co 2L?

I tak, i nie, jak sie okazało. Klasy, które dostałem, są najrózniejsze. Takie, które chcą się uczyć (mimo ewidentnych braków). Takie, które dostały świra, bo przyszedł nowy-młody nauczyciel. Takie, które są zdolne, ale leniwe i do których trzeba dotrzeć, zainteresować się nimi. Są też takie zupełnie pomiędzy z mieszanką osobowości, temperamentów, chęci i możliwości. Na każdą inna twarz, inna strategia. Oczywiście, wszystko nie układa się kolorowo. Życie i tak wszystko weryfikuje. Ale nie załamuje się. Zależy mi by nie stracić tego idealizmu i młodości ducha, której nie mają już moi wszyscy koledzy po fachu (a przynajmniej Ci, których zdążyłem poznać przez ten miesiąc pracy w LO). Jedyne na co mogę narzekać to chroniczny brak czasu. Zarówno na lekcji i w domu po pracy. Bywa też, że lekcje bywają śmiertelnie nudne. Lub zwyczajnie nie do wytrzymania. Ale w takich sytuacjach na szczęście wspierają nieocenieni Przyjaciele (J.Z. - here's to you :)). Wasze zdrowie!

Posta sponsorowały literki: O, G i K. (L wyjątkowo pominę) oraz piosenki:

Natalia Lesz - Fall
Ta dziewczyna o wiecznie wściekłym spojrzeniu ma raczej mizerne warunki głosowe, ale za to fajnych producentów, dzięki którym można poczuć klimat zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Bardzo radio-friendly lovesong.
Frontside - Uciec Przeznaczeniu
Klimat zmieniamy. Tym razem kawałek bardzo radio-hostile :P Metalcore'u nigdy nie lubiłem, ale do naszych rodzimych rzeźników zawsze miałem słabość. Miło słucha się wściekłych metalowych napierdalaczy, których dopadają wszelakie bóle egzystowania. Zresztą polecam cały album "Teoria Konspiracji". Genialne wyważenie metalowej miazgi i melodyjności.

poniedziałek, 24 listopada 2008

hello.

"...w głowach ludzie, których nie znam, ale im się uda poznać mnie z pewnością..."

Zacząłem cytatem z całkiem przyjemnej piosenki autorstwa rapera Emila Blefa pt. "Nie wystarczy wejśc do studia". Fajny na wstęp i odsłaniający nieco moje zamiary względem tego bloga i jego czytelników. Jeśli ktoś czytał nieistniejące już nocturnal-kingdom, ten wie czego się spodziewać. Przyznam się, że w pewnym momencie zaczeło mi brakować wylewania różnorakich emocji na klawiature. Tak, na klawiature. Pomimo, tego że uważam się za romantyka, to jednak ta przeklęta technologia miała na mnie tak wielki wpływ, że jeśli pamiętnikować, tudzież blogować, to tylko w sieci. W sieci, do której dostęp w obecnych czasach ma prawie każdy. Ten blog jednak dla każdego nie jest. Jak wspomniałem wcześniej, emocje, które kumulują się we mnie od czasu do czasu, jednak potrzebują wypełznąć na wierzch. A jeśli ktoś ma to czytać, to tylko naprawde bliscy przyjaciele i znajomi. Na komentarzach mi nie zależy, to bardziej ma służyć jako remedium w chwilach trudnych i złapanie wszystkich najlepszych momentów w jednym miejscu. Ci, którzy mnie znają, wiedzą że weltszmerce wszelakie dopadają mnie w najmniej odpowiednich momentach, ale wiedzą też że mam do nich odpowiedni dystans. Dlatego też, chciałbym sobie życzyć, by pojawiało się tu jak najwięcej pogodnych i wesołych wpisów. Narzekaniom i weltszmercom mówię twarde, zdecydowane "raczej NIE" (czasem tylko cieżko im się oprzeć, dammit). Jak widzicie, jest tu trochę pustawo, ale myślę zmienić to z czasem. I w zasadzie temu ostatniemu chciałem poświęcić conieco w tej notce.

Rok temu zapukało do mnie dorosłe życie (mimo, ze na karku 23 lata z hakiem). Mam pracę (a właściwie 2), studiuję zaocznie i coraz mniej spędzam na realizowaniu się w ramach swoich hobby. Żyje mi się ciężko, bo cieżko jest się przestawić. Do tej pory żyło się troche z dnia na dzień, mając gdzieś to co przyniesie następny wschód słońca. Tak beztrosko trochę. Coś wydaje mi się, ze tzw. time management będzie trzeba zmienić, bo jeśli mam dostać zadyszki, to.... Tak, to jest dobry pomysł. Zarabiam pieniądze, zrobiłem pierwszy krok na długiej ścieżce od uniezależnienia się od staruszków. Część z tego leci na studia. Na własne potrzeby zostaje mi niewiele. W takiej chwili chce się zakrzyknąć "Tak, będe realizował marzenia!". Ale póki co, sądze że bede musiał poczekać nim faktycznie będe zdolny te marzenia spełniać. I mieć przy sobie kogoś, dla kogo te marzenia będą czymś równie wartosciowym co dla mnie. To będzie dobry czas.

posta sponsorowały piosenki:
Emil Blef feat. Ten Typ Mes - Nie Wystarczy Wejść Do Studia
Bardzo relaksujący, i co najważniejsze, inteligentny rap z naszego rodzimego poletka. Polecam każdemu lubiącemu ciekawe teksty. Również tym święcie przeświadczonym, że polski rap to buractwo z bloków.
Velcra - My Law
Gdyby skrzyżować Linkin Park, Guano Apes i Rammstein i wrzucić ich na środek fińskiego jeziora, pewnie wyszłaby Velcra. Piosenka to kawałek dynamicznego czadu z fajnym tekstem ("It takes a courage to follow your heart, but as far as I'm concerned, it's free of charge..."). Również gorąco polecam.