Gdy to piszę, jest już dość późno. W zasadzie winnem już iść spać, ale muszę napisać tę notkę. Wyjątkowo dzisiaj zależy mi na komentarzach, więc jeśli przeczytaliście to co dziś napisałem i zakołatały Wam w głowach jakieś przemyślenia, proszę o, choćby anonimowy, ale zawsze komentarz. To dla mnie ważne, choć w zasadzie być ważne nie powinno.
Jestem przepotężnie zmęczony pracą. Tak jest prawie każdego dnia. Ostatnie dwa tygodnie wycisnęły ze mnie ostatnie soki i dlatego nie moge się doczekac dnia, aż w końcu pieprznę się do łóżka ze świadomością, że nie będe musiał wstawać po szóstej rano i widzieć kolegów/koleżanek z pracy jak również tych kilku wybranych młodocianych facjat, które tylko kombinują jak mi pracę umilić (to celowa ironia).
Wielokrotnie wkurwiało mnie podejście "szarych ludziów" do zawodu nauczyciela. Że to każdy głupi potrafi, że to jego/jej wina kiedy dziecku coś nie pójdzie, itp. itd. Po dzisiejszym dniu odnoszę wrażenie, że moi rodzice - prości robotnicy - myślą dokładnie to samo. "Przedmiotem" kłotni była moja siostra. A właściwie jej złe oceny z angielskiego i moje podejście do kwestii tzw. wszelkiej pomocy. Otóż miałem czelność powiedzieć "nie". Pewnie w tej chwili pomyślicie, że mnie zdrowo popierdoliło, ale byłem w pełni świadom tego co mówie, jak również uzbrojony byłem w cały szereg argumentów przemawiających za słusznością mej decyzji.
Moja siostra jest w klasie maturalnej. Orłem nigdy nie była. Z niczego. Angielski nie stanowił wyjątku. Kiedy w rodzinie było wiadome że dostałem prace w jednej z najlepszych szkół w mieście, cieszyli się wszyscy. Siostra również. Z początku sądziłem, że bedzie to stanowiło jakiś bodzieć do nauki, coś w rodzaju motywacji. Ta radość skłaniała mnie do myślenia, że tak właśnie będzie. What a bullshit. Wielokrotnie czekałem na to, aż siostra przyjdzie do mnie, z prośbą by coś jej wytłumaczyć. No i doczekałem się. Jakieś 3 tygodnie przed próbna maturą i lista słowek do tłumaczenia i siostrzana śpiewka "Ej, przetłumacz mi to, bo muszę..."
Co, proszę?
"Ej, bo mature mam i muszę..." Sorry, ale nie. Gdzie byłaś do tej pory? Jak trwoga to do Boga, co? Nie tym razem. Twoje jedynki z angielskiego i brak podstawowej wiedzy to nie jest mój problem. Bo jeśli Tobie nie zależy, to czemu ma zależeć mnie? Ja nie mam zamiaru zdawać za Ciebie matury. Wolałaś się opieprzać przez 4 lata - super. Ale nie do mnie z pretensjami o TWOJE oceny.
Oczywiście posypały się gromy od rodziców.
Rodzice: Jesteś jej bratem i to Twój obowiązek jej pomóc.
ODP: Nie. Nie będe nazywał pomocą odwalenia wszystkiego za nią tak jak było to przez całą edukacje w szkole podstawowej, gimnazjum i teraz w szkole średniej. Mogę naprowadzić, ale nie zrobić wszystko i podać na tacy.
Rodzice: Ale obcym to pomagasz, a własnej siostrze nie chcesz pomóc.
ODP: Bo widzę motywacje, szczere chęci do poprawiania, i to że im na tym wszystkim zależy. Jej nie. I nigdy nie zależało. Zawsze tylko "zrób, napisz, przetłumacz". Bez żadnego "dziękuje" ani nawet "pocałuj mnie w dupę..." Nigdy więcej. Zwłaszcza gdy moja praca przynosi "efekty" w postaci kolejnych jedynek.
Rodzice: Może byś tak przestał się unosić honorem nauczyciela. Pamiętaj, że nie jesteś w pracy. Jesteś w domu i jej pomóż.
ODP: Nie, jeśli będe widział podobne zachowanie. I nic mnie nie obchodzi, że jestem w domu. Nie mam zamiaru łamać własnych zasad. I to jest żaden honor. To WY tu popełniliście błąd, nie ja. Sam mogę tylko żałować, że częściowo przyczyniłem się do tej sytuacji i nie przejrzałem na oczy wcześniej. Nie będe tego robił tylko dlatego że nagli czas, niedługo próbna matura i że słabe oceny. 4 lata to był odpowiednio długi czas na naukę i przyswojenie sobie podstaw. I nie uwierze w żadne bzdury, że na lekcjach siostry klasa nie robi nic. Nie wiem, czy znajdzie się ktoś w tym fachu, kto nie traktowałby tej pracy odpowiednio poważnie. Zmiany nauczycieli mogły mieć wpływ na jakieś braki, ale jedna zmiana? Jako komentarz mogę powtórzyć tylko "WHAT A BULLSHIT".
Rodzice: Jesteś wstrętny, dostawałeś wszystko pod nos kiedy tylko chciałeś, a teraz odpłacasz się takim chamstwem. Zawiedliśmy się na Tobie (z wyrzutem). Godzinkę mógłbyś jej poświęcić codziennie.
ODP: Ja nie mam zamiaru za nią ganiać. Czemu ona nie może pokazać, że jej zależy? Czemu? A co z moim własnym czasem. Pracuje w dwóch miejscach. Przyjde z jednego, zjem obiad, a potem znowu do drugiego. Dajcie mi się przygotować do pracy, lub najzwyczajniej w świecie odpocząć. Ja nie jestem maszynką. Kiedy przychodzę po 18ej do domu, chyba mam prawo czuć się zmęczony, prawda?
Rodzice: Ale to Twoja siostra, obcym to robisz...
I tak wkoło Macieju. Można tkwić w tym błędnym kole aż do usranej śmierci. Nie będe wdawał się w żadne dyskusje ani z rodzicami, ani z siostrą. Zastanawiam się tylko, czy mam rodzine przeciwko sobie dlatego, że to RODZINA, czy też dlatego iż faktycznie postępuje źle. Jeśli coś Wam, czytelnikom coś świta w głowach po przeczytaniu tej kilometrowej notki, proszę o SZCZERY (nawet anonimowy) komentarz. Nie wiem na ile wyobrażenie czy obraz mojej osoby się zmienił po przeczytaniu tego wpisu, ale musiałem to napisać. Jeśli to wg Was zmiana na gorsze, bardzo mi przykro. Każdą opinie na swój temat przyjmę na twarz. Jeśli jest OK lub w Waszej ocenie jestem człowiekiem z jakimiś zasadami, fajnie. I teraz z czystej ciekawości zadaję pytanie Wam - czytelnikom. Czy postępuje dobrze czy źle?
Jestem przepotężnie zmęczony pracą. Tak jest prawie każdego dnia. Ostatnie dwa tygodnie wycisnęły ze mnie ostatnie soki i dlatego nie moge się doczekac dnia, aż w końcu pieprznę się do łóżka ze świadomością, że nie będe musiał wstawać po szóstej rano i widzieć kolegów/koleżanek z pracy jak również tych kilku wybranych młodocianych facjat, które tylko kombinują jak mi pracę umilić (to celowa ironia).
Wielokrotnie wkurwiało mnie podejście "szarych ludziów" do zawodu nauczyciela. Że to każdy głupi potrafi, że to jego/jej wina kiedy dziecku coś nie pójdzie, itp. itd. Po dzisiejszym dniu odnoszę wrażenie, że moi rodzice - prości robotnicy - myślą dokładnie to samo. "Przedmiotem" kłotni była moja siostra. A właściwie jej złe oceny z angielskiego i moje podejście do kwestii tzw. wszelkiej pomocy. Otóż miałem czelność powiedzieć "nie". Pewnie w tej chwili pomyślicie, że mnie zdrowo popierdoliło, ale byłem w pełni świadom tego co mówie, jak również uzbrojony byłem w cały szereg argumentów przemawiających za słusznością mej decyzji.
Moja siostra jest w klasie maturalnej. Orłem nigdy nie była. Z niczego. Angielski nie stanowił wyjątku. Kiedy w rodzinie było wiadome że dostałem prace w jednej z najlepszych szkół w mieście, cieszyli się wszyscy. Siostra również. Z początku sądziłem, że bedzie to stanowiło jakiś bodzieć do nauki, coś w rodzaju motywacji. Ta radość skłaniała mnie do myślenia, że tak właśnie będzie. What a bullshit. Wielokrotnie czekałem na to, aż siostra przyjdzie do mnie, z prośbą by coś jej wytłumaczyć. No i doczekałem się. Jakieś 3 tygodnie przed próbna maturą i lista słowek do tłumaczenia i siostrzana śpiewka "Ej, przetłumacz mi to, bo muszę..."
Co, proszę?
"Ej, bo mature mam i muszę..." Sorry, ale nie. Gdzie byłaś do tej pory? Jak trwoga to do Boga, co? Nie tym razem. Twoje jedynki z angielskiego i brak podstawowej wiedzy to nie jest mój problem. Bo jeśli Tobie nie zależy, to czemu ma zależeć mnie? Ja nie mam zamiaru zdawać za Ciebie matury. Wolałaś się opieprzać przez 4 lata - super. Ale nie do mnie z pretensjami o TWOJE oceny.
Oczywiście posypały się gromy od rodziców.
Rodzice: Jesteś jej bratem i to Twój obowiązek jej pomóc.
ODP: Nie. Nie będe nazywał pomocą odwalenia wszystkiego za nią tak jak było to przez całą edukacje w szkole podstawowej, gimnazjum i teraz w szkole średniej. Mogę naprowadzić, ale nie zrobić wszystko i podać na tacy.
Rodzice: Ale obcym to pomagasz, a własnej siostrze nie chcesz pomóc.
ODP: Bo widzę motywacje, szczere chęci do poprawiania, i to że im na tym wszystkim zależy. Jej nie. I nigdy nie zależało. Zawsze tylko "zrób, napisz, przetłumacz". Bez żadnego "dziękuje" ani nawet "pocałuj mnie w dupę..." Nigdy więcej. Zwłaszcza gdy moja praca przynosi "efekty" w postaci kolejnych jedynek.
Rodzice: Może byś tak przestał się unosić honorem nauczyciela. Pamiętaj, że nie jesteś w pracy. Jesteś w domu i jej pomóż.
ODP: Nie, jeśli będe widział podobne zachowanie. I nic mnie nie obchodzi, że jestem w domu. Nie mam zamiaru łamać własnych zasad. I to jest żaden honor. To WY tu popełniliście błąd, nie ja. Sam mogę tylko żałować, że częściowo przyczyniłem się do tej sytuacji i nie przejrzałem na oczy wcześniej. Nie będe tego robił tylko dlatego że nagli czas, niedługo próbna matura i że słabe oceny. 4 lata to był odpowiednio długi czas na naukę i przyswojenie sobie podstaw. I nie uwierze w żadne bzdury, że na lekcjach siostry klasa nie robi nic. Nie wiem, czy znajdzie się ktoś w tym fachu, kto nie traktowałby tej pracy odpowiednio poważnie. Zmiany nauczycieli mogły mieć wpływ na jakieś braki, ale jedna zmiana? Jako komentarz mogę powtórzyć tylko "WHAT A BULLSHIT".
Rodzice: Jesteś wstrętny, dostawałeś wszystko pod nos kiedy tylko chciałeś, a teraz odpłacasz się takim chamstwem. Zawiedliśmy się na Tobie (z wyrzutem). Godzinkę mógłbyś jej poświęcić codziennie.
ODP: Ja nie mam zamiaru za nią ganiać. Czemu ona nie może pokazać, że jej zależy? Czemu? A co z moim własnym czasem. Pracuje w dwóch miejscach. Przyjde z jednego, zjem obiad, a potem znowu do drugiego. Dajcie mi się przygotować do pracy, lub najzwyczajniej w świecie odpocząć. Ja nie jestem maszynką. Kiedy przychodzę po 18ej do domu, chyba mam prawo czuć się zmęczony, prawda?
Rodzice: Ale to Twoja siostra, obcym to robisz...
I tak wkoło Macieju. Można tkwić w tym błędnym kole aż do usranej śmierci. Nie będe wdawał się w żadne dyskusje ani z rodzicami, ani z siostrą. Zastanawiam się tylko, czy mam rodzine przeciwko sobie dlatego, że to RODZINA, czy też dlatego iż faktycznie postępuje źle. Jeśli coś Wam, czytelnikom coś świta w głowach po przeczytaniu tej kilometrowej notki, proszę o SZCZERY (nawet anonimowy) komentarz. Nie wiem na ile wyobrażenie czy obraz mojej osoby się zmienił po przeczytaniu tego wpisu, ale musiałem to napisać. Jeśli to wg Was zmiana na gorsze, bardzo mi przykro. Każdą opinie na swój temat przyjmę na twarz. Jeśli jest OK lub w Waszej ocenie jestem człowiekiem z jakimiś zasadami, fajnie. I teraz z czystej ciekawości zadaję pytanie Wam - czytelnikom. Czy postępuje dobrze czy źle?

8 komentarzy:
O wreszcie! Odwieczny problem. U mnie czasem w naturze foto. ("obcym zdjęcia robisz a siostrze" taa kiedy się ze mną umawia a 5 minut przed wyjściem mówi: "e, nie dziś - spać mi się chce". Kurwica bierze).
Więc: jestem po Twojej stronie.
Jesteś nauczycielem: możesz pomóc, wyjaśnić, dać jakieś podstawy. Do opcji przetłumacz jest ling.pl.
Ja też mam w cholere zadań na korki, a siedze z dziewczyna dobra z ang. I co? daje jej zadania do robienia -nie! bo to moja matura, moja wiedza i mi zależy. Czasem pytam o kontekst a ona mnie naprowadza. A dalej sama, sama.
Skoro Twoja siostra nie chce pomocy - to jej sprawa.
Nie, nie, nie daj się.
A siostra jak chce: to niech przyjdzie i POPROSI.Własnie ta prośba to kluczowa sprawa. Kazdy oczekuje, że się go poprosi. A ludzie to by chcieli daj, juz, teraz! A "proszę" to już nie.
Jeszcze jedna domowa dygresja: ja zawsze muszę drukować, nagrywać siostrze płyty. Jak mówie, ze ona umie sama, to słysze, ze ja umiem lepiej. I takie to pieprzenie się.
Za prace Ci płacą, za ratowanie tylka siostrze nie masz nawet wdzięczności. Więc nie daj się.
Jestem całym sercem za Tobą.
Dobranoc i dzięki za wczorajsze i dzisiejsze przysługi:)
Ejo. Po pierwsze: witaj Tomku in real life ;] tak to juz jest, zazwyczaj to nie "rodzina" tworzy rodzine. Smutne jest to ze w wiekszosci to my sobie sami musi stworzyc rodzine z przyjaciol, znajomych itp. itd. z ktorymi cos przezyjemy, z ktorymi bedziemy czesto upadac a ktorzy pomoga nam sie podniesc jeszcze czesciej. Dziwna to rzecz ale niestety tak jest. Nie dziedziczone geny zapisuja pokrewieństwo a przelane łzy, pot i krew w towarzystwie "obcych" nam ludzi (brzmi troche 'cliche style' :P). Co do Twojego zachowania wzgledem siostry i rodzicow(to po drugie) to ciesze sie ze sa na swiecie ludzie z ideami ktorych bronia za wszelka cene. Mysle ze nic zlego nie zrobiles, to rodzice i siostra sie troche pogubili... i wydaje mi sie ze nie bardzo chca sie do tego przyznac (pewnie unoszac sie "honorem" ktory Tobie "zarzucaja"). Jak pisalem wczesniej, tak to juz niestety jest. Ludzie ktorzy cos staraja sie zrobic w zyciu, zrobic cos dobrze (i nauczyc czegos dobrego innych), dostaja po dupie non stop. Wazne jest zeby miec sily dojsc do apteki i kupic plaster na ta dupe ;] mam nadzieje ze znajdziesz te sily ;] Pozdro wszelakie!
Jeśli ona nie będzie chciała, jeśli się uparła, że sama sobie nie poradzi, to nic tu po Tobie - pozostaje tylko wierzyć, że kiedyś Twoja siostra zrozumie co ma robić.
A tak bajdełej to czekam na kolejne notki z cyklu nauczycielskich, no i tak bajdełej to irytuje mnie podejście młodzieży do nauczycieli, ten brak szacunku, jaki widzę na co dzień. Pozdro :)
Mysle ze na szacunek, nawet u uczniow/dzieci trzeba zasluzyc sobie jako CZLOWIEK, NIE jako NAUCZYCIEL. Zawod nie powinien miec z tym nic wspolnego ;] to tak przede wszystkim ;]
Filo
Nie rozumiem jej problemu. Jaki problem wziąć słownik i przetłumaczyć sobie te słówka? Rozumiem gdyby chodziło o coś bardziej złożonego, ale ona chyba nie ma 10 lat. Wg mnie dobrze robisz i nie ważne że to Twoja rodzina, bo to przecież nie usprawiedliwia od lenistwa (którego u mnie także dużo :).
Odwalanie za kogoś całej roboty i to jeszcze na pare miesięcy przed maturą jest tak naprawdę niedźwiedzią przysługą.. pewnie, możesz za nią robić wszystkie prace domowe, ale jak słusznie zauważyłeś - na maturę za nią nie pójdziesz. Problem tkwi chyba w tym, że ten, któremu udziela się (nazwijmy to umownie) korepetycji też musi poświęcić trochę chęci i czasu.. Zgadzam się z Twoim tokiem myślenia, ale zeby uniknąć sporów w domu, radzę spróbować (może już kolejny raz) pogadać spokojnie z siostrą - uświadomić, że nie jesteś przeciwko niej i wytłumaczyć, jak Ty rozumiesz słowo "pomoc". Może to da pozytywny efekt, a nawet jeżeli nie - przynajmniej będzie wiadomo, jakie obie strony mają oczekiwania. Powodzenia :)
No cóż- znalazłam bloga przypadkiem, przeczytałam, przemyślenia zakołatały, więc chyba powinnam skomentować? Co prawda nie jestem osobą znajomą, więc jeśli tego komentarza nie powinno być to go usuń :)
Nie obraź się, ale w dobie Internetu i powszechnie dostępnych słowników przyjść do kogoś z listą słówek do tłumaczenia to jest szczyt ignorancji. Ja Ci się wcale nie dziwię, że nie masz chęci pomóc siostrze. Myślę, że mnie też by wkurzało takie olewcze podejście.
Wydaje mi się, że Twoi rodzice myślą, że Ty raptem uczynisz cud i siostra dostanie na koniec 6 z angielskiego i otrzyma 100% punktów z matury. Wierzą w Ciebie, tylko chbya nie widzą, że przekazywanie wiedzy musi działać w dwie strony- bez chęci ze strony Twojej siostry to nic z tego nie wyjdzie.
Według mnie postępujesz dobrze, pod warunkiem, że ona się jednak pod wpływem tego weźmie do roboty. Na studiach i w pracy nikt nic za nią nie zrobi, a za opieprzanie się po kątach po prostu prędzej czy później wyleci. To w ogóle ciężka sprawa, według mnie Twoi rodzice najpierw powinni porozmawiać z Twoją siostrą o jej postawie, a potem z Tobą o pomaganiu jej w nauce.
Jeśli gdzieś nie mam racji, to wybacz.
Zawód nauczyciela to ciężki kawałek chleba.
Powodzenia i pozdrawiam :)
wg mnie robisz dobrze, bo nawet jeśli byś jej coś na tę maturę przetłumaczył, to wątpię, czy by to jej wiele pomogło na maturze, a zwłaszcza po. no, chyba że ma zamiar potem olać naukę, ale w takim razie na pewno nie zasługuje na Twoją uwagę.
Prześlij komentarz