No i minął mi pierwszy tydzień nauczycielowania pełna parą. Robota niewdzięczna, niezbyt dobrze płatna i w ogóle ble. Dostając tę robotę miesiąc temu, dostałem tylko jedną klasę, ale za to z duzą ilością godzin j.angielskiego, bo aż 5 tygodniowo. Jedna klasa, ale ile zmartwień? 2L, bo o niej mowa, jest klasą o profilu geograficzno-turystycznym. No i za grosz talentu do angielskiego. Za to talent to do wykorzystywania każdego momentu mojej nieuwagi. Te zajęcia przypominają bardziej użeranie się, aniżeli faktyczne zajęcia, ale mimo wszystko lubie te dzieciaki (mimo, że mentalnie są ciągle w gimnazjum). To pierwsza klasa jaką dostałem i jakiś sentyment zawsze będzie. Czasem tylko zastanawiam się, czy faktycznie uda mi się zmotywować ich na tyle, by ten angol nie był luzackim przerywnikiem między fizyka czy inszą geografią. Przemawia przeze mnie idealizm, ale nic na to nie poradzę. Mam nadzieje, ze z czasem dojdę do wprawy ze wszystkim. Hopefully.
Praca z jedną klasą byłaby zbyt dużą sielanką. W poniedziałek rano obudził mnie telefon od dyrektora, który oznajmił, że jedna z anglistek naszego LO wylądowała w szpitalu i że właśnie na moich barkach spoczywa odpowiedzialność za klasy, które zostawiła. Z jednej strony to fajnie, bo szybciej przyzwyczaje sie do pracy na pełnych obrotach, a z drugiej niefajnie, bo to ponad 100 nowych twarzy/nazwisk do zapamiętania. No i te obawy, z kim przyjdzie mi pracować. Czy te dzieciaki będą równie "urocze" co 2L?
I tak, i nie, jak sie okazało. Klasy, które dostałem, są najrózniejsze. Takie, które chcą się uczyć (mimo ewidentnych braków). Takie, które dostały świra, bo przyszedł nowy-młody nauczyciel. Takie, które są zdolne, ale leniwe i do których trzeba dotrzeć, zainteresować się nimi. Są też takie zupełnie pomiędzy z mieszanką osobowości, temperamentów, chęci i możliwości. Na każdą inna twarz, inna strategia. Oczywiście, wszystko nie układa się kolorowo. Życie i tak wszystko weryfikuje. Ale nie załamuje się. Zależy mi by nie stracić tego idealizmu i młodości ducha, której nie mają już moi wszyscy koledzy po fachu (a przynajmniej Ci, których zdążyłem poznać przez ten miesiąc pracy w LO). Jedyne na co mogę narzekać to chroniczny brak czasu. Zarówno na lekcji i w domu po pracy. Bywa też, że lekcje bywają śmiertelnie nudne. Lub zwyczajnie nie do wytrzymania. Ale w takich sytuacjach na szczęście wspierają nieocenieni Przyjaciele (J.Z. - here's to you :)). Wasze zdrowie!
Posta sponsorowały literki: O, G i K. (L wyjątkowo pominę) oraz piosenki:
Natalia Lesz - Fall
Ta dziewczyna o wiecznie wściekłym spojrzeniu ma raczej mizerne warunki głosowe, ale za to fajnych producentów, dzięki którym można poczuć klimat zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Bardzo radio-friendly lovesong.
Frontside - Uciec Przeznaczeniu
Klimat zmieniamy. Tym razem kawałek bardzo radio-hostile :P Metalcore'u nigdy nie lubiłem, ale do naszych rodzimych rzeźników zawsze miałem słabość. Miło słucha się wściekłych metalowych napierdalaczy, których dopadają wszelakie bóle egzystowania. Zresztą polecam cały album "Teoria Konspiracji". Genialne wyważenie metalowej miazgi i melodyjności.
Praca z jedną klasą byłaby zbyt dużą sielanką. W poniedziałek rano obudził mnie telefon od dyrektora, który oznajmił, że jedna z anglistek naszego LO wylądowała w szpitalu i że właśnie na moich barkach spoczywa odpowiedzialność za klasy, które zostawiła. Z jednej strony to fajnie, bo szybciej przyzwyczaje sie do pracy na pełnych obrotach, a z drugiej niefajnie, bo to ponad 100 nowych twarzy/nazwisk do zapamiętania. No i te obawy, z kim przyjdzie mi pracować. Czy te dzieciaki będą równie "urocze" co 2L?
I tak, i nie, jak sie okazało. Klasy, które dostałem, są najrózniejsze. Takie, które chcą się uczyć (mimo ewidentnych braków). Takie, które dostały świra, bo przyszedł nowy-młody nauczyciel. Takie, które są zdolne, ale leniwe i do których trzeba dotrzeć, zainteresować się nimi. Są też takie zupełnie pomiędzy z mieszanką osobowości, temperamentów, chęci i możliwości. Na każdą inna twarz, inna strategia. Oczywiście, wszystko nie układa się kolorowo. Życie i tak wszystko weryfikuje. Ale nie załamuje się. Zależy mi by nie stracić tego idealizmu i młodości ducha, której nie mają już moi wszyscy koledzy po fachu (a przynajmniej Ci, których zdążyłem poznać przez ten miesiąc pracy w LO). Jedyne na co mogę narzekać to chroniczny brak czasu. Zarówno na lekcji i w domu po pracy. Bywa też, że lekcje bywają śmiertelnie nudne. Lub zwyczajnie nie do wytrzymania. Ale w takich sytuacjach na szczęście wspierają nieocenieni Przyjaciele (J.Z. - here's to you :)). Wasze zdrowie!
Posta sponsorowały literki: O, G i K. (L wyjątkowo pominę) oraz piosenki:
Natalia Lesz - Fall
Ta dziewczyna o wiecznie wściekłym spojrzeniu ma raczej mizerne warunki głosowe, ale za to fajnych producentów, dzięki którym można poczuć klimat zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Bardzo radio-friendly lovesong.
Frontside - Uciec Przeznaczeniu
Klimat zmieniamy. Tym razem kawałek bardzo radio-hostile :P Metalcore'u nigdy nie lubiłem, ale do naszych rodzimych rzeźników zawsze miałem słabość. Miło słucha się wściekłych metalowych napierdalaczy, których dopadają wszelakie bóle egzystowania. Zresztą polecam cały album "Teoria Konspiracji". Genialne wyważenie metalowej miazgi i melodyjności.
