ściana pierwsza:
spotykam cię, gdy sen powie „dobranoc”,
wyczekujesz każdego kroku, słowa i gestu
niczym zbawienia. ja zniszczyć cię nie umiem.
mogę wyrwać cegłę, lecz to za mało.
ściana druga:
jesteś pełna pęknięć, lecz mimo tego, trwasz dzielnie.
czasem będziesz równorzędnym przeciwnikiem w walce,
której nie chcę. mimo iż jestem z podobnej cegły zbudowany,
nie zaznałem pęknięć. jeszcze będziemy walczyć
po jednej stronie.
ściana trzecia:
masz twarz ukwieconą, lecz zdradliwą, zatrutą.
chłonę cię ostrożnie, by się nie ukłuć, wiem, że
tylko na to czekasz. wiem też, że gdzieś pod cierniami
i bluszczem, znajdę jakieś kwiaty i dojrzałe owoce.
ściana czwarta:
na tobie plamy z krwi, które nigdy nie chcą zaschnąć
i rany, które nie chcą się zabliźnić. z tobą zacząłem tę
wędrówkę. chcę byśmy skończyli ją oboje, lecz odurzający
smak krwi mi na to nie pozwoli.
ściana piąta:
chciałem być taki jak ty, ale to nie będzie mi dane. jesteś śliska
niczym lód, ale przyjemna w dotyku. by wspiąć się na szczyt,
potrzebuję słów zbyt mocnych i twarzy, która zapomniała czym
jest uśmiech.
ściana szósta:
wiem kim jesteś. kolejną cegłą w monolicie, w którym nie ma
miejsca dla mnie – zbudowanego z podobnego materiału.
to gra tajemnic, w którą bawimy się, gdy zgasną światła.
bo za dnia, płatasz mi figle, za którymi nie umiem nadążyć.
ściana siódma:
widzę wszystko jak na dłoni, tak jak ty. jestem pewien, że
jesteśmy tacy sami. krusi jak szkło, złączeni więzią
kontrastów. nie zatrzymujmy się, bo sam jestem ciekaw, gdzie
poniesie nas ten wiatr zmian.
słowo komentarza:
Coś się kończy, coś się zaczyna, chciałoby się rzec. Ciekawe tylko na jak długo starczy mi sił.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
podoba mi się. Może ja się specjalnie nie znam, ale metafory są obłędne.
Prześlij komentarz