poniedziałek, 2 marca 2009

one fucking week: prolog

Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Jesienny poranek zapowiadał się dokładnie tak samo jak poprzednie i nikt nie spodziewał się rewolucji jaka miała nadejść tego pamietnego, listopadowego dnia. Wraz z dotarciem tego mikrego światła słonecznego do mych oczu rozległ się dzwonek mojej komórki. Poczułem się jakby ktoś oblał mnie kubłem lodowatej wody. Natychmiast wstałem i począłem szukać okularów. Mrucząc klątwy pod nosem wrzuciłem niedbale pingle na nos i spojrzałem na wyświetlacz, gdzie jak byk było napisane "LICEUM". Poczułem jakby ktoś wylał na mnie kolejne wiadro pełne zimnej wody. Dwa oddechy. Odebrałem.
- Tak, słucham?
- Dzień dobry, Lech Mocny z tej strony. Mam nadzieję, że nie obudziłem pana - w słuchawce zabrzmiał ciepły, lekko sepleniący głos dyrektora szkoły.
- Nie, ależ skąd - skłamałem.
- Dzwonię by poinformować pana o tym, że niestety stało się to co przypuszczaliśmy. Pani Żabka przeszła na zwolnienie i ktoś będzie musiał ją zastąpić. Pani Żabka zostawiła 6 klas, mam nadzieję, że to nie będzie kłopot dla pana. Czy mógłby pan się stawić dziś na drugą godzinę lekcyjną u mnie w gabinecie? Porozmawiamy wtedy o szczegółach.
- Oczywiście.
- Dobrze, cieszę się, że moge na pana liczyć. W takim razie do zobaczenia.
- Dziękuje za informację, do zobaczenia - wybąkałem i po zakończeniu rozmowy, rzuciłem telefon na łożko.
Pies i dwa koty, które do czasu telefonu od dyrektora, spały sobie smacznie zostały wybudzone ze swoich słodkich snów obserwowały mnie z zaciekawieniem. Odnosiłem wrażenie, że gdyby te zwierzaki mogły mówić, powiedziałyby mi coś w rodzaju "współczujemy Ci, Tomuś, oj, współczujemy". Jedyna klasa jaką miałem do tej pory doprowadzała mnie do skrajnego wkurwienia, a co dopiero siedem. Strach się bać, no ale co zrobić. Życie. Teraz nie pozostało mi nic innego jak tylko zrobić się na bóstwo, zjeść coś i lecieć do roboty. Następne kilka miesięcy zapowiadało się wybitnie przerąbanie.

"Godziny teraz miewasz wolne
I tamte szkolne czasy wspomnij dziś
Zmarnowane dni, zyskane szanse
Tygodnie w innym tempie mijają ci
Niż wtedy kiedy siedziałeś w ostatniej ławce..."

2cztery7 - "Zmarnowane Dni, Zyskane Szanse"