Dawno żadnych postów nie było, co?
Powodów ciszy w tym małym zakątku internetu było troche. Nie będe ich wymieniał, bo nie są one aż tak ważne. Przejdę od razu do meritum.
Dokładnie wczoraj pożegnałem się z moim miejscem pracy czyli okolicznym LO. Prawde mówiąc nie bylo to jakieś sentymentalne "goodbye", ani nic takiego. Wyniosłem dokumenty i to wszystko. Tuż po tym jak opuściłem mury licka, pojawiło się w mojej głowie kilka myśli.
O tym, ze nie wszystko szło po mojej myśli, nie muszę mówić. Z moim idealistycznym podejściem do zawodu jak i naiwną wiarą w dzisiejszą młodzież, zderzenie z rzeczywistością było dość bolesne. Młodzież wielokrotnie pokazywała jak bardzo "w poważaniu" ma ideały jak również pracę dla siebie. Celem było osiagnięcie jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem. Mimo, że starcia z tymi pustakami byly niejednokrotnie bólem niepowiemgdzie, to jednak sporo z tego wyniosłem. Zahartowało mnie to nieprzeciętnie. Szkoda tylko, ze odbyło się to tak późno. Niemniej jednak dzięki za ten czas, mam nadzieje, ze to zaprocentuje, gdziekolwiek i z kimkolwiek bym nie pracował. Dzięki.
Troche inna sprawa ma się z moimi, pożal się Boże, byłymi już kolegami i koleżankami z szacownego, kurwa mać, ciała pedagogicznego. Przyznaje się bez bicia - czułem się wśród nich bardzo obco. Nie był to mój świat, nie byli to też ludzie których chciałbym bliżej poznawać. Co ciekawe, nie była to kadra jakoś daleko posunieta wiekowo, a wręcz przeciwnie. Nie umiem powiedzieć, co mnie w nich odpychało, ale... Taki stan rzecz pewnie by się utrzymał, gdyby nie pewien "incydent" pod koniec roku szkolnego. Końcówka roku to czas, gdzie wszyscy toną w papierach, uzupełniają wszelkie arkusze ocen, dzienniki i inne dokumentacje. Każdy każdego ściga, byle wszystko było uzupełnione. Kilkukrotnie proszono mnie bym uzupelnił tematy w dzienniku - nie było to dla mnie nowością. Uzupełniałem jeśli sie mnie prosiło. Po ludzku. Ze słowami takimi jak "proszę", "dziękuje" lub "czy mógłbyś..." Uprzejmość bardzo sobie cenię, ale jeśli takowej nie ma i jeżeli coś dzieje się za moimi plecami, mam prawo się wkurwić. Tak, prośby ze strony pewnej nauczycielki (pozdrawiamy panią Żabkę z notki niżej) o uzupełnienie dziennika nie było. Mało tego, frustracja owej pani była przelewana za moimi plecami ("Tomek, p. Żabka cie szukała. Ponoć jakieś braki miałeś w dzienniku jej klasy (...). Klnęła, oj, klnęła...") O wiele lepiej zniósłbym wylanie pomyj w bezpośredni sposób. Nie kwestionuje tego jakim p. Żabka jest pedagogiem, bo ma zapewne większe doświadczenie niż ja, ale człowiekiem jest beznadziejnym. Zimnym, odpychającym, fałszywym, mającym gdzieś wszelkie przejawy elementarnej uprzejmości skierowane w jej kierunku (myślicie ze kiedykolwiek odpowiedziała mi na głupie "dzień dobry" ? muahahaha!). Puentą tego wątku wpisu niech będzie mała wymiana zdań między nauczycielami i panem wizytatorem, który nawiedził nas podczas którejś-z-kolei rady pedagogicznej.
Pan wizytator omawia wyniki anonimowej ankiety, którą każdy z n-li dostał na poprzedniej radzie.
- Z ankiety wynika, że bardzo się Państwo lubicie...
Reakcja szacownego grona pedagogicznego była salwa śmiechu, która przetoczyła się przez aulę.
No comments necessary. But if you wish, feel free to do so. Have a nice day.
audio:
Neurosis - The Eye of Every Storm
Powodów ciszy w tym małym zakątku internetu było troche. Nie będe ich wymieniał, bo nie są one aż tak ważne. Przejdę od razu do meritum.
Dokładnie wczoraj pożegnałem się z moim miejscem pracy czyli okolicznym LO. Prawde mówiąc nie bylo to jakieś sentymentalne "goodbye", ani nic takiego. Wyniosłem dokumenty i to wszystko. Tuż po tym jak opuściłem mury licka, pojawiło się w mojej głowie kilka myśli.
O tym, ze nie wszystko szło po mojej myśli, nie muszę mówić. Z moim idealistycznym podejściem do zawodu jak i naiwną wiarą w dzisiejszą młodzież, zderzenie z rzeczywistością było dość bolesne. Młodzież wielokrotnie pokazywała jak bardzo "w poważaniu" ma ideały jak również pracę dla siebie. Celem było osiagnięcie jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem. Mimo, że starcia z tymi pustakami byly niejednokrotnie bólem niepowiemgdzie, to jednak sporo z tego wyniosłem. Zahartowało mnie to nieprzeciętnie. Szkoda tylko, ze odbyło się to tak późno. Niemniej jednak dzięki za ten czas, mam nadzieje, ze to zaprocentuje, gdziekolwiek i z kimkolwiek bym nie pracował. Dzięki.
Troche inna sprawa ma się z moimi, pożal się Boże, byłymi już kolegami i koleżankami z szacownego, kurwa mać, ciała pedagogicznego. Przyznaje się bez bicia - czułem się wśród nich bardzo obco. Nie był to mój świat, nie byli to też ludzie których chciałbym bliżej poznawać. Co ciekawe, nie była to kadra jakoś daleko posunieta wiekowo, a wręcz przeciwnie. Nie umiem powiedzieć, co mnie w nich odpychało, ale... Taki stan rzecz pewnie by się utrzymał, gdyby nie pewien "incydent" pod koniec roku szkolnego. Końcówka roku to czas, gdzie wszyscy toną w papierach, uzupełniają wszelkie arkusze ocen, dzienniki i inne dokumentacje. Każdy każdego ściga, byle wszystko było uzupełnione. Kilkukrotnie proszono mnie bym uzupelnił tematy w dzienniku - nie było to dla mnie nowością. Uzupełniałem jeśli sie mnie prosiło. Po ludzku. Ze słowami takimi jak "proszę", "dziękuje" lub "czy mógłbyś..." Uprzejmość bardzo sobie cenię, ale jeśli takowej nie ma i jeżeli coś dzieje się za moimi plecami, mam prawo się wkurwić. Tak, prośby ze strony pewnej nauczycielki (pozdrawiamy panią Żabkę z notki niżej) o uzupełnienie dziennika nie było. Mało tego, frustracja owej pani była przelewana za moimi plecami ("Tomek, p. Żabka cie szukała. Ponoć jakieś braki miałeś w dzienniku jej klasy (...). Klnęła, oj, klnęła...") O wiele lepiej zniósłbym wylanie pomyj w bezpośredni sposób. Nie kwestionuje tego jakim p. Żabka jest pedagogiem, bo ma zapewne większe doświadczenie niż ja, ale człowiekiem jest beznadziejnym. Zimnym, odpychającym, fałszywym, mającym gdzieś wszelkie przejawy elementarnej uprzejmości skierowane w jej kierunku (myślicie ze kiedykolwiek odpowiedziała mi na głupie "dzień dobry" ? muahahaha!). Puentą tego wątku wpisu niech będzie mała wymiana zdań między nauczycielami i panem wizytatorem, który nawiedził nas podczas którejś-z-kolei rady pedagogicznej.
Pan wizytator omawia wyniki anonimowej ankiety, którą każdy z n-li dostał na poprzedniej radzie.
- Z ankiety wynika, że bardzo się Państwo lubicie...
Reakcja szacownego grona pedagogicznego była salwa śmiechu, która przetoczyła się przez aulę.
No comments necessary. But if you wish, feel free to do so. Have a nice day.
audio:
Neurosis - The Eye of Every Storm

3 komentarze:
zawsze uważałem że nauczyciel to praca smutna i niewdzięczną ;f
Ale i odpowiedzialną dość.
Życzę powodzenia tak czy siak.
Od dziś będę pamiętać, że nauczyciel to nie eksperyment chemiczny.
Pięknie i prawdziwie.
PS. Dziękuje.
Prześlij komentarz